RSS

Międzylesie Szpital Dziecięcy

bozenka50 Każdy dzień jest inny ze swoimi radościami kłopotami.


Temat: 305
Wymyślanie, że skoro jakaś linia ma służyć potrzebom szpitala to z automatu powinna być to linia socjalna traktowana po macoszemu jest wyrazem tak skrajnej głupoty, że aż ciężko to komentować. Nie wiem czy dociera do szanownych dyskutantów, ale mówimy o największym i najlepszym w kraju szpitalu dziecięcym, do którego ludzie jeżdżą z całej Polski. Pociągi do Warszawy nie przyjeżdżają o jednej porze żeby te biedne schorowane dzieciaki katować jeszcze czekaniem godzinę na autobus bo jakiemuś miłośnikowi podróży palcem po mapie wymyśliło się że więcej nie trzeba. Tak samo absurdalnym pomysłem jest oparcie dowozu do CZD na 119 które jedzie potwornie długo.

Co do nienaruszalności 525, to tutaj niestety ale kłania się polityka tworzenia dziwnych linii. Kiedyś Ostrobramska miała mocną jotkę a Międzylesie dobre 115, które jeździło ze wschodniego i służyło również dla pacjentów szpitala. Takie 115 powinno wrócić - nie co 30 czy 45 minut, ale najmniej co 15. I być może zastąpić 123 na Grochowie.

Podsumowując, realnie rzecz biorąc albo faktycznie 525 się obroni bo trasa wcale nie jest taka głupia, albo następca 115 na trasie do Wschodniego i konieczność zastanowienia się co z tego wynika (bo zostawianie dawnej efki do Wschodniego przez Grochowską też raczej nie jest najlepszym pomysłem).
Źródło: wawkom.waw.pl/forum/viewtopic.php?t=184



Temat: To teraz ja poproszę o modlitwę
Chwilkę temu wróciliśmy z Dziekanowa. Poprawa jest. Właściwie, to kto nie widział łapki Pyzatego wcześniej albo widzi po raz pierwszy - nie może się w niej niczego dopatrzeć. Tylko specjaliści widzą. No i ja, bo już wiem na co patrzeć: jest minimalnie wykręcona do wewnątrz i trochę rzadziej zgina się w łokciu.

W Dziekanowie okazało się, że właściwie to powinnam na klęczkach do Częstochowy się wybrać. Widziałam inne dzieci z porażeniem splotu barkowego. U nich wygląda to o wiele poważniej. Prawie wcale nie ruszają łapeczkami. W ogóle pobyt w szpitalu dziecięcym uczy pokory. Niby oczywiste a dopiero teraz zdałam sobie sprawę.

Na szczęście pobyt tam nie był dla Pyzatego jakimś szczególnym stresem. Wszelkie zabiegi znosił jakby w ogóle ich nie było a ćwiczyć to on lubi. Wyraźnie dobrze się przy tym bawi. Miałam też trochę obaw czy aby polubi swoją nową terapeutkę. Niesłusznie - polubił.

Niestety, musieliśmy wrócić wcześniej. Na 17 był wyznaczony termin EMG w Centrum Zdrowia Dziecka. Z początku wydawało mi się, że potrzebna nam tylko przepustka żeby dostać się wyznaczonego dnia do Międzylesia ale nic z tych rzeczy. Kiedy dokładnie powiedziałam o co chodzi dostałam nie przepustkę lecz wypis. Okazuje się, że nie można nieodpłatnie korzystać z dwu świadczeń medycznych.... Bez komentarza.

Co do EMG to nie doszło do skutku. Argument o uściśleniu rokowań wysunięty przez naszego neurologa mnie nie przekonał. Zwł., że Pyzaty podbno i tak nie kwalifikuje się do operacji. No więc nie zgodziłam się na badanie. Byłoby 8 igieł...

I to tyle.

Bardzo dziękuję wszystkim Wam za trzymanie kciuków i proszę o jeszcze. Rehabilitacja Pyzatego ciągle trwa. Póki co codzienne ćwiczenia pod okiem siły fachowej a 27. 03 kolejny turnus w Dziekanowie.

Z
Źródło: maluchy.pl/forum/index.php?showtopic=26849


Temat:
ja dużo dobrego slyszalam o porodówce w szpitalu w międzylesiu

a gdyby ktoś potrzebowal szpital dziecięcy to Dziekanów Leśny polecam z czystym sumieniem, z własnego doświadczenia.
Źródło: naturalnemetody.fora.pl/a/a,115.html


Temat: 305

Wymyślanie, że skoro jakaś linia ma służyć potrzebom szpitala to z automatu powinna być to linia socjalna traktowana po macoszemu jest wyrazem tak skrajnej głupoty, że aż ciężko to komentować. Nie wiem czy dociera do szanownych dyskutantów, ale mówimy o największym i najlepszym w kraju szpitalu dziecięcym, do którego ludzie jeżdżą z całej Polski. Pociągi do Warszawy nie przyjeżdżają o jednej porze żeby te biedne schorowane dzieciaki katować jeszcze czekaniem godzinę na autobus bo jakiemuś miłośnikowi podróży palcem po mapie wymyśliło się że więcej nie trzeba. Tak samo absurdalnym pomysłem jest oparcie dowozu do CZD na 119 które jedzie potwornie długo.

Co do nienaruszalności 525, to tutaj niestety ale kłania się polityka tworzenia dziwnych linii. Kiedyś Ostrobramska miała mocną jotkę a Międzylesie dobre 115, które jeździło ze wschodniego i służyło również dla pacjentów szpitala. Takie 115 powinno wrócić - nie co 30 czy 45 minut, ale najmniej co 15. I być może zastąpić 123 na Grochowie.

Podsumowując, realnie rzecz biorąc albo faktycznie 525 się obroni bo trasa wcale nie jest taka głupia, albo następca 115 na trasie do Wschodniego i konieczność zastanowienia się co z tego wynika (bo zostawianie dawnej efki do Wschodniego przez Grochowską też raczej nie jest najlepszym pomysłem).


A no właśnie, zgadzam się z kolegą w 100%. Jest jednak problem w wyborze tej jednej linii na Kajki. 525 Jest jednak jedną z najlepiej wykorzystywanych linii na TŁ. To zapewne sprawa czerwonego numerka (racja), niezłej częstotliwości (ok), ale nikt nie podważy faktu, że w zasadzie tylko 525 w przeciwpotoku (np rannym) jest nawalona po dach na przystanku Trakt Lubelski. Nawet wychwalana pod niebiosy 520 w tym momencie solidnie odstaje 525. No i teraz powstaje pytanie: Czy jeśli rzeczywiście takie tłumy przyjeżdżają rano pociągami na Dw. Centralny z całej Polski (do pracy, do dzieciaków itp.), to nie będzie problemu jeśli by takie 125 skierować do Wschodniego (a zarzymują się tutaj wszystkie pociągi, które są na Centralnym), gdyż dotarcie do linii w kierunku Międzylesia nie byłoby takie uciążliwe. Ale jakoś wydaje mi się to małoprawdopodobne, aby na Centralnym było już grubo ponad 100 os. Wniosek nasuwa się tylko jeden: to ludzie wzdłuż TŁ zapełniają tę linię właśnie w drodze do pracy: do instytutu kardiologii, międzyleskiego szpitala (daw. kolejowy), no i oczywiście CZD. I tutaj może pojawić się problem....

PS: a kierowanie SKM-ki na linię otwocką, w pierwszej kolejności powinno wychrzanić z Centrum 521, niż 525. Anina tak naprawde nie ma jak dowozić, do kolej: albo Żegańska, albo B. Czecha i zgodzę się z Rhemkiem, że szczególnie wschodniej części Anina dochodzenie do przystanków kolejowych jest bardzo uciążliwe, więc aboslutnie im się nie dziwię, że wybierają autobus


Źródło: wawkom.waw.pl/forum/viewtopic.php?t=184


Temat: Rozbieżności w opłatach za pobyt rodzica przy łóżku dziecka
Rozbieżności w opłatach za pobyt rodzica przy łóżku dziecka

W wielu szpitalach rodzice muszą uiścić opłatę za całodobowy pobyt rodzica przy łóżku małego pacjenta. Jedne szpitale pobierają kilka złotych, inne kilkanaście, jeszcze inne nie pobierają opłat. Skąd takie rozbieżności?

Narodowy Fundusz Zdrowia w ramach ubezpieczenia pokrywa jedynie koszty świadczeń zdrowotnych udzielonych pacjentowi. Wyjątek stanowi refundacja pobytu matki (na oddziale położniczo-noworodkowym) w ramach „przedłużonej hospitalizacji matki karmiącej piersią z powodu stanu zdrowia dziecka – od 5 doby od porodu”. Koszt takiego pobytu wynosi 102 zł za dobę. Mimo tego, że w szpitalnych oddziałach dziecięcych również przebywaja matki karmiące piersią, podobnej refundacji nie wprowadzono.

Grzegorz Adamowicz p.o. rzecznika prasowego Wojewódzkiego Specjalistycznego Szpitala Dziecięcego w Olsztynie tłumaczy, że w placówce dziennie przebywa ponad stu rodziców. Koszt ich pobytu, który muszą uiścić obejmuje m.in. wodę, energię elektryczną, sprzątanie, środki czystości i dezynfekcji, ochronę, amortyzację sprzętu i pomieszczeń, koszt 22 proc. podatku od opłat, itp. Odstąpienie od pobierania opłat od rodziców naraziłoby szpital na straty. Jednocześnie Adamowicz dodaje, że istnieje możliwość zwolnienia rodzica z obowiązku płacenia w sytuacjach szczególnie trudnych. Podkreśla także, że 15 zł wobec 102 zł, jakie NFZ płaci za pobyt matki na oddziale położniczo-noworotkowym, to nie wiele.

Opłata zależy od placówki. Centrum Zdrowia Dziecka w warszawskim Międzylesiu pobiera opłatę 5,50 zł za dobę. Paweł Trzciński, konsultant ds. komunikacji CZD, wyjaśnia, że stawka ta została wyliczona na podstawie m.in. energii elektrycznej i wody. Za rodziców w trudnej sytuacji materialnej opłatę wnoszą zwykle organizacje pożytku publicznego.

Inne rozwiązanie przyjął Dziecięcy Szpital Klinicznym im. Prof. Gębali w Lublinie, gdzie rodzice płacą tylko w przypadku wypożyczenia łóżka (koszt 20 zł za dobę). Jak tłumaczy Agnieszka Osińska, rzecznik lubelskiego DSK, ze względu na bezpieczeństwo małych pacjentów, gdy dochodzi do przepełnienia sali, nie ma możliwości rozstawienia dodatkowego łóżka. Szpital nie pozwala także na rozkładanie własnych karimat czy leżanek, ponieważ mogłoby to uniemożliwić udzielenie pomocy w nagłych wypadkach.

Zdaniem Andrzeja Troszyńskiego z biura prasowego Centrali NFZ, rodzice opiekujący się dzieckiem podczas jego pobytu w szpitalu nie przynoszą szpitalom strat lecz korzyści. Dorota Kilańska, przewodnicząca Polskiego Towarzystwa Pielęgniarskiego tłumaczy, że obecność rodzica przy łóżku małego pacjenta nie oznacza, że pielęgniarki mają mniej pracy. Rodzice wyręczają personel w prostszych czynnościach pielęgnacyjnych, jednak to pielęgniarka a nie rodzic jest odpowiedzialna za pacjenta.

Ponieważ wiele szpitali dziecięcych ma problemy finansowe, trudno się dziwić, że sięgają do kieszeni rodziców aby dostać zwrot za ich pobyt na oddziale. Pytanie o realny koszt pobytu rodzica w szpitalu (5 czy 15 zł) pozostaje na razie bez odpowiedzi.


źródło: http://www.prawapacjenta.eu/?pId=2509
Źródło: uronef.pl/Forum/viewtopic.php?t=7871


Temat: Nowe polskie ustawy
Szpitale ratując życie, wpadną w długi

Szpitale stanęły przed dramatycznym wyborem: albo ratować najciężej chorych i popadać w długi, albo ryzykować życie pacjentów. To efekt nowych zasad finansowania skomplikowanych operacji narzucony przez Narodowy Fundusz Zdrowia - pisze DZIENNIK.




Problemy zaczęły się 11 czerwca, kiedy prezes NFZ Jacek Paszkiewicz wydał nowe zarządzenie, z którego wynika, że fundusz będzie płacił szpitalom za leczenie pacjenta na oddziale intensywnej terapii (OIT) dopiero od trzeciej doby pobytu chorego. Tymczasem OIT to newralgiczne oddziały. Trafiają na nie pacjenci z zagrożeniem życia. Niezwykle istotna jest dla nich profesjonalna opieka w pierwszych godzinach od przewiezienia do szpitala.

"Dwa pierwsze dni decydują o przeżyciu. To, co zaproponował NFZ, to barbarzyństwo" - mówi ordynator chirurgii w Szpitalu im. Witolda Orłowskiego w Warszawie, prof. Krzysztof Bielecki. "Teraz najlepiej jest zoperować pacjenta, a potem... niech umiera. Proszę tak dokładnie napisać: dobry pacjent patriota nie dożywa do trzeciego dnia pobytu na intensywnej terapii".

Zarządzenie powoduje, że NFZ rzadziej będzie teraz płacić za pobyt pacjenta na OIT, bo w większości przypadków chory leży na takim oddziale właśnie dwa dni.

"Tymczasem pierwsze godziny pobytu pacjenta na intensywnej terapii są zawsze najdroższe. To właśnie wtedy pacjentowi robi się wszystkie badania. Potem te koszty są już dużo niższe, bo stan chorego zwykle się stabilizuje" - mówi DZIENNIKOWI dr Wojciech Pawłowski, zastępca dyrektora ds. lecznictwa w warszawskim Szpitalu Dziecięcym im. prof Jana Bogdanowicza.

Szpitale radzą sobie, jak mogą, umieszczając pacjentów w innych oddziałach. "Jeżeli dojdzie do sytuacji, w której stan pacjenta pozwala, by po operacji trafił on na oddział pooperacyjny, a nie OIT, trzeba będzie wybrać ten pierwszy, mimo że wszyscy wiemy, że lepszą opiekę miałby na intensywnej terapii" - mówi dr Jarosław Rosłon, dyrektor Szpitala Specjalistycznego w Międzylesiu. W jego placówce wpływy za pobyt pacjentów na oddziale intensywnej terapii zmniejszyły się według wstępnych szacunków już trzykrotnie.

"NFZ musi przestać myśleć w taki sposób, jakby był bankiem. To nie jest instytucja nastawiona na zysk, tylko ma służyć pacjentom" - mówi Rosłon.

Według urzędników Narodowego Funduszu Zdrowia szpitale nie powinny jednak nic stracić na nowych zasadach finansowania, bo koszty pobytu na OIT przez pierwsze dwa dni zostały uwzględnione w wycenie samej operacji. "Jeśli pacjent po zabiegu przebywa na OIT dłużej niż dwa dni, wówczas koszty dalszej hospitalizacji na oddziale intensywnej terapii są sumowane i dodatkowo finansowane" - mówi rzeczniczka prasowa NFZ Edyta Grabowska.

Tylko że praktyka wygląda inaczej. Kilka dni temu do Szpitala im. Witolda Orłowskiego w Warszawie trafił pacjent na operację odtworzenia ciągłości przewodu pokarmowego. Potem na OIT, bo ciężka przepuklina stwarzała ryzyko uduszenia. Za zabieg NFZ zwróci szpitalowi ok. 4,6 tys zł. "To jest realna cena takiego zabiegu. A każdy dzień pobytu na OIT kosztuje ok. 3 tys zł. Za to nikt nam pieniędzy nie odda" - mówi prof. Krzysztof Bielecki.

Lekarze twierdzą, że nowy sposób finansowania operacji spowoduje, że szpitale zaczną unikać skomplikowanych przypadków, jeśli tylko będzie to możliwe. Ofiarą tego systemu padła Krystyna Pawlikowska, która od wielu lat cierpi na reumatoidalne zapalenie stawów. Po wyłamaniu endoprotezy stawu biodrowego dostała wewnętrznego krwotoku. Czeka ją skomplikowana operacja, po której musiałaby trafić na intensywną terapię. Z Tarnobrzegu, gdzie mieszka, lekarze skierowali ją jednak do kliniki w Otwocku. Tam usłyszała, że nie zostanie zoperowana.

"Lekarze powiedzieli, że nie wiadomo, co by tu najpierw robić, tyle potrzeba zabiegów. Prosiłam, żeby mnie odesłali gdzie indziej. Wtedy usłyszałam od lekarza, że on nie sądzi, by ktokolwiek mnie zoperował" - mówi Pawlikowska.

Dyrektorzy szpitali liczą, że fundusz wycofa się ze swoich decyzji. Mariusz Jędrzejczak, dyrektor szpitala specjalistycznego w Zgorzelcu, wciąż negocjuje z regionalnym oddziałem NFZ, aby podnieść stawki za pobyt chorych na OIT. "Jedyne, co możemy zrobić, to liczyć na to, że ktoś zrozumie swój błąd" - mówi Jędrzejczak.

Anna Monkos
http://www.dziennik.pl/wy...na_w_dlugi.html
Źródło: kodczasu.pl/viewtopic.php?t=691